Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
to nie ma znaczenia.



to nie ma znaczenia.

Chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć o moim najlepszym przyjacielu, który był ze mną na dobre i złe, który w końcu musiał zostawić mnie na zawsze.

 

A wszystko zaczęło się od znajomej mojej babci. Dostała od swojego narzeczonego cudną suczkę sznaucerkę olbrzymkę. Niestety partner nie zdawał sobie sprawy, że ta mała kudłata czarnulka przyprawia jego ukochaną o bezdech i niesamowity katar. Miałam wtedy 3 lata i mieszkałam wraz z wujostwem i rodzicami w kamienicy z ogródkiem. Mimo tego, że byłam wtedy niesięgającym wysokiego blatu w kuchni smarkaczem, pamiętam ten dzień. Rysowałam na podłodze w salonie księżniczkę w wieży. Miałam tego dnia urodziny i mama powiedziała, że przyjdzie babcia z niespodzianką. Nie mogłam usiedzieć na miejscu i przez dobre trzy godziny niesamowicie dręczyłam mamę.
Pukanie. Przyszła babcia!
I wtedy czarny kłębek w czerwonej kokardzie na szyi wpadł z impetem do salonu, rzucając się na mnie.
Tak to się zaczeło. Od tej pory byłyśmy cały czas razem.
Nazwałam ją roboczo "Sunia". Jednak sznaucery to bystre psy i szybko to podchwyciła. Jedyną modyfikacją, którą moja mama udała wprowadzić była zmiana literki "u" na "o".
Sonia, przez 12 lat najpiękniejsze imię na świecie.
Była bardzo specyficznym psem. Sznaucery olbrzymy - rasa obronna, ale ona dałaby okraść cały dom z sobą włącznie.
Bała się schodów z niewypełnionymi szczeblami.
Bała się ciemności.
Hałasów
Burzy
Innych małych i dużych psów
cienia
niektórych przedmiotów
Schodziła po schodach tylko i wyłącznie od strony ściany. Gdyby ktoś stanąłby przed nią na drodze najprawdopodobniej stałaby tak w nieskończoność.
nie lubiła innych dzieci. Mojej (teraz ) 3 letniej siostry także.
Zaklinowała się kiedyś między dwoma drzewami. Gdy jak zwykle biegła z wywalonym jęzorem i oczami zasłoniętymi grzywką, tylko głowa i kawałek tłowia przeszły bez problemu między sosnami. Szerokie biodra ( prawdopodobnie urosły w wyniku wyrywania mojej siostrze jedzenia z rąk) zaklinowały się, a Sonia za nic nie chciała się najzwyczajniej w świecie cofnąć.
Dzięki niej znalazłam trzy czterolistne koniczyny.
Pierwszą - Dawno, opalałam się w ogródki, gdy nagle poczułam na brzuchu mokre COŚ. Kiedy otworzyłam oczy, zobaczyłam Sonię z zielonym jęzorem wystającym z pyska. Owe coś na brzuchu było stertą trawy wyrwanej wraz z piłką. A do piłki przylepiona 4lisnta koniczyna. Absolutnie zdaję sobię sprawę, że mogła to być 5- albo 6listna. Ale mimo wszystko...
Na drugiej i trzeciej po prostu się uwaliła.


Pierwszy i ostatni raz zachorowała mając dwanaście lat. Grzybica skóry. Po kilku miesiącach leczenia wyszła z tego. Ale to co przeżyłam w trakcie, sprawiło, że zrozumiałam jak bardzo ją kocham.
Był wtorkowy dzień. Po niezbyt udanej lekcji fortepianu wraz ze znajomymi poszłyśmy do parku na małego buszka. Śmiałyśmy się i beztrosko rozmawiałyśmy, gdy zadzwonił telefon.
Mama. " Gdzie jesteś? Dobrze, przyjedź szybko" Rozłączyła się.
Czułam, że coś jest nie tak. Łzy napłynęły mi do oczu, pożegnałam się i szybko popiegłam na przystanek. Gdy otworzyłam drzwi serce biło mi jak oszalałe. Nikt nie wybiegł na przywitanie. Nikt nie zamerdał małym kikutkiem obciętym, gdy była szczeniakiem. Nikt nie pchał się przez drzwi uniemożliwiając mi wejście do środka. Nie czułam nóg. Ledwo weszłam do środka. Na kanapie siedziała babcia z mamą. Wydukałam tylko coś w stylu " Czy coś się stało?" "tak, Sonia zdechła".
Pisząc to teraz, płaczę. Mimo, że minęło pół roku nadal za nią tęsknię.
Jednak to nie koniec historii.
Dwa dni wegetowałam. Nic nie jadłam, leżałam tylko w łóżku i płakałam. A gdy matka zmusiła mnie wreszcie, abym poszła do szkoły, spotkałam sąsiadkę. Spytała się gdzie mój ojciec zabrał we wtorek psa, bo widziała jak pakuje go do auta. Coś mnie tknęło. Na przerwie zadzwoniłam do mamy i poprosiłam, aby pojechała do schroniska.
Gdy wróciłam do domu, nie mogłam dostać się do środka. Wiecie dlaczego? Sonia przepychała się do mnie przez drzwi jak najszybciej umiała.
Później ojciec tłumaczył się, że na czas leczenia nie powinna być w domu z małym dzieckiem. Ale to nie było teraz ważne. Moja kochana kulka znowu jest ze mną! Po tygodniu grzybica zniknęła.
Jednak szczęście nie trwało długo.
Późnym wieczorem wyszłam z moim skarbem na spacer. ( Gdy miałam 7 lat przeprowadziliśmy się do bloku) Sąsiadka z parteru wyrzucała często jedzenie dla kotów. Gdy ją spuściłam, pierwsze co zrobiła to pobiegła i zeżarła coś. Od tej pory przestała w domu jeść. Co noc miała gorączkę. Nie chciała wstawać, nie było nawet mowy o wyjściu na spacer czy do weterynarza. Wymiotowała śliną i miała taki potworny nieobecny wzrok.
W poniedziałek 22 listopada 2010 roku moja mama zniosła ją na rękąch do samochodu i zawiozła do kliniki. "nic nie da się zrobić". Była z nią do końca, gdy weterynarz wstrzykiwał jej truciznę.

Ja jak gdyby nigdy nic siedziałam wtedy na lekcji historii i wpieprzałam zupkę Knorra.


Głosuj (1)

Muka. 22:21:26 7/04/2011 [Powrót] Komentuj






wykonała: emm
szablony.blogowicz.info
wspierane przez: Blog & pomoc blogowa